Artykuły

Biografia staje się biologią- jak chronić piersi przed chorobą?

Od kilku lat media prowadzą akcję uświadamiania kobiet w zakresie profilaktyki chorób piersi. O zagrożeniu chorobą nowotworową piersi mówi się tak dużo, że o swój stan niepokoją się niemal wszystkie kobiety, w tym kobiety całkiem młode, nienależące do tzw. grupy podwyższonego ryzyka, czyli nieobciążone genetycznie. Czy ten niepokój nie jest przesadny?

Dobrze, że ten niepokój jest. Statystyki są bowiem nieubłagane i pokazują, że liczba zachorowań wciąż rośnie. W ciągu ostatnich kilku lat odsetek zanotowanych przypadków raka piersi w Polsce zrównał się już z ilością zachorowań w krajach Zachodu. Ów niepokój kobiet ma zatem pozytywne znaczenie w tym sensie, że zwiększa wykrywalność choroby, a przez to stwarza większe szanse na wyleczenie. Kiedy pojawia się niepokój, trzeba go jednak umiejętnie wykorzystać. Najpierw warto odpowiedzieć sobie na kilka pytań: „Czy w mojej rodzinie był przypadek raka piersi?”, „Czy prowadzę wystarczająco zdrowy tryb życia?”, „Czy prawidłowo się odżywiam?”, „Czy nie stosuję zbyt dużo używek, leków?”. Jeśli kobieta żyje niezdrowo, powinna zatem wykorzystać ów niepokój, przebadać się i zmienić przyzwyczajenia. Jeśli natomiast prowadzi zdrowy tryb życia (lub pod wpływem impulsu, jakim jest strach, zaczyna zdrowo żyć), a mimo tego jest w niej niepokój, powinna pójść do lekarza, który zbada piersi, ewentualnie skieruje na badanie usg czy mammografię. Na pewno nie można tkwić w strachu – jeśli będziemy się bać i nic z tym nie zrobimy, to stan ten podziała na nas destrukcyjnie.

Skąd bierze się choroba nowotworowa piersi?

Duże znaczenie mają skłonności genetyczne, czyli to, czy chorowała matka, babcia, ciocie, kuzynki. Na ryzyko wystąpienia choroby decydujący wpływ ma nasz tryb życia – dieta, którą stosujemy, czy nadużywamy leków, czy przyjmujemy hormonalne środki antykoncepcyjne, czy spożywamy nadmierne ilości kawy, alkoholu, czy narażone jesteśmy na stres. Zdrowy i higieniczny tryb życia jednak nie wystarczy, konieczna jest też równowaga emocjonalna, dążenie do tego, byśmy czuły się szczęśliwe na co dzień – z partnerem, z dziećmi, z rodziną, w pracy, z przyjaciółmi. Każda myśl przepływa przez nasz organizm i wywołuje fizjologiczną reakcję. Biografia staje się biologią, co znaczy tyle, że to, jak żyjemy i co myślimy bezpośrednio wpływa na nasz stan zdrowia. Sami zatem uczestniczymy w powstawaniu choroby. Rzadko jednak powodujemy choroby świadomie. Dolegliwość powstaje zazwyczaj w konsekwencji jakichś emocji czy zachowań, o których początkowo nie sądzimy, że mogą mieć wpływ na nasze zdrowie. Czasem dopiero choroba sprawia, że zaczynamy rozumieć, iż nasze myśli, niejednokrotnie przepełnione lękiem, żalem, goryczą, są substancją trującą. Negatywne nastawienie, pesymizm, lęki i obsesje zawsze prowadzą do utraty energii, sił życiowych i wewnętrznej mocy, a te prowadzić mogą do choroby.

Czy na taki psychiczny niż niosący destrukcję jest jakieś lekarstwo?

Tak, takim lekarstwem jest otwarcie na wsparcie, na opiekę, pochodzące od nas samych i od innych. Pamiętajmy, że piersi – jak mówiłam w jednej z naszych pierwszych rozmów – są symbolem dawania i otrzymywania, przez nie dajemy i czerpiemy pokarm oraz miłość. Skoro zatem dajemy, musimy też nauczyć się przyjmować. Za pośrednictwem dolegliwości nasze ciało upomina się o troskę, chce nam przypomnieć, byśmy się zajmowały także sobą, nie tylko innymi. Na raka często chorują kobiety o pewnym typie psychologicznym – są to osoby, które nie potrafią przyjmować wsparcia, które odrzucają pomoc, a jednocześnie całe swoje życie poświęcają innym. Od dzieciństwa bowiem dostawały surową lekcję samodzielności, nie nauczono ich przyjmować miłości od innych. Poświęcenie może być oczywiście budujące, jeśli jest wynikiem świadomego wyboru kobiety, która w tym oddaniu się innym czuje się szczęśliwa, realizuje się. Jeśli jednak jej poświęcenie jest wpojone, odgórnie narzucone i wynika z poczucia obowiązku, to najczęściej działa ono na nią niszcząco. Wobec postawy całkowitego poświęcenia organizm zaczyna się buntować i reaguje chorobą. Miałam kiedyś pacjentkę, która do lekarza po raz pierwszy zgłosiła się po kilku miesiącach wyraźnego bólu w piersi, dopiero kiedy zauważyła, że rośnie jej guz. Pacjentka ta przyznała, że przeczuwała u siebie chorobę nowotworową, nie poszła jednak do lekarza, bo z jednej strony obawiała się diagnozy, z drugiej strony – była zajęta, nie miała czasu, miała „ważniejsze sprawy”. Wizytę wciąż odkładała na później. Inni byli dla niej ważniejsi. Dopiero, kiedy usłyszała, że ma raka, jej świadomość się obudziła; zrozumiała wówczas, że ciało od dawna dawało jej sygnały, mówiło „stop”. Ona jednak te sygnały ignorowała. Dziś jest zdrowa, ale musiała usunąć pierś. Gdyby wcześniej posłuchała komunikatu, jaki wysyłał jej organizm, może udałoby się jej uniknąć operacji.

Porozmawiajmy o kobietach, które nie mają żadnych dolegliwości, są zdrowe, ale obciążone genetycznie – na raka chorowała matka lub babka. Żyją w lęku, że historia powtórzy się w ich przypadku. Jak te kobiety mogą się bronić?

Predyspozycje genetyczne to jeden z dominujących czynników wpływających na ryzyko zachorowania na raka piersi. Dzięki postępowi nauki możemy jednak, nawet w dziedzinie dziedziczenia genetycznego (wobec którego, jak by się mogło wydawać, jesteśmy całkowicie bezradne), wiele zrobić. W Polsce dostępne są już badania, które wykazują, jakie jest w danym przypadku prawdopodobieństwo zachorowania na raka piersi. Kluczowy jest tu jeden gen, a właściwie mutacja genu BRCA1. Kobiety, które są nosicielkami tej mutacji, narażone są na większe ryzyko zachorowania. W przypadku obciążenia genetycznego warto zatem realnie ocenić ryzyko, poddając się na przykład wspomnianemu badaniu. Kobiety, u których był nowotwór w rodzinie, powinny szczególnie dbać o to, by możliwie jak najskuteczniej wyeliminować ze swojego życia wszystkie czynniki ryzyka i czynniki epigenetyczne. Powinny zatem – jak już mówiłam – zastanowić się, czy konieczne jest branie środków hormonalnych (dotyczy to zarówno środków antykoncepcyjnych, jak i HTZ), ograniczyć przyjmowanie leków, zapewnić sobie zrównoważoną dietę (ze szczególnym uwzględnieniem szkodliwości cukru i kawy). Niewskazane są obcisłe, fiszbinowe biustonosze, nadużywanie dezodorantów. Należy też unikać niepotrzebnych naświetlań promieniami rentgenowskimi. Wraz z każdym niewyeliminowanym czynnikiem ryzyko rośnie o kilka do kilkunastu procent. Osoby z predyspozycjami genetycznymi powinny szczególnie dbać o wątrobę, która oczyszcza organizm z toksyn. Przynajmniej raz w roku zalecane jest oczyszczanie organizmu, na przykład poprzez zastosowanie specjalnej diety oczyszczającej. Warto poddać się też profilaktycznym badaniom usg (przed ukończeniem 40. roku życia) czy mammografii (po 40. roku życia). Pozytywne wyniki zawsze uspokajają i wzmacniają nasz ogólny stan. Przypomnę raz jeszcze, że aby zachować zdrowie, potrzebny jest spokój, harmonia, poczucie zadowolenia z siebie. O zgubnym wpływie stresu świadczy prawidłowość, którą zaobserwowałam podczas mojej praktyki zawodowej – u wielu pacjentek rozpoznano raka po przeżyciu silnego życiowego stresu, po utracie kogoś bliskiego, rozwodzie, utracie pracy. Stres bywa często tą ostatnią kroplą, przez którą wiaderko problemów się przelewa i zaczyna się choroba.

W naszej poprzedniej rozmowie o piersiach zwróciła pani uwagę na zalety samobadania piersi.

Przypomnę raz jeszcze, że jest to najlepsza metoda wykrywania raka, dająca największe szanse na wyleczenie. Dlatego namawiam kobiety, by badały się regularnie, by nie bały się dotyku, który może okazać się przecież dla nich uzdrawiający.

A dotyk partnera? Czy w przypadku zmian chorobowych w piersiach pieszczoty mogą zaszkodzić?

Przeciwnie, delikatne pieszczoty to przecież pozytywna energia, to znak miłości. A przecież każda istota, jeśli jest kochana, reaguje pozytywnie. A zatem każdy dotyk, swój czy partnera jest nie do przecenienia. Czasem słyszę od pacjentek, że czują do własnych piersi wstręt, bo jest w nich guz, obce ciało, którym się brzydzą. Podkreślam wtedy, jak bardzo ważna jest miłość i akceptacja samej siebie. Z dotykaniem piersi jest tak jak z podlewaniem kwiatów – jeśli nie będziemy kwiatów podlewać lub będziemy je podlewać ze złością, z niechęcią, to zwiędną, wyschną i w końcu zginą. Jeśli zajmiemy się nimi z prawdziwej potrzeby i ze szczerej chęci, będą zdrowe, zielone i pięknie zakwitną.

Leave a Comment